dizajn by Milva blog.pl

2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik

2012-01-26

Cały smutek Belgii

Myślę sobie to, co wszyscy. Że ta zima kiedyś musi minąć.
Póki co całymi dniami ganiam, między pracą, siłownią, a instytutem Goethego, co po 2 tygodniach dało efekt tylko w połowie pożądany, waga w dół, tylko czemu z dekoltu, hem? Poszłam zapisać się do biblioteki wczoraj, mam w sobie zapał recydywisty. Pani bibliotekarka w Goethem wypytywała mnie o dane osobowe, popędzałam ją w duchu, bo obok stała zakonnica. I kiedy wreszcie padło pytanie, skąd jestem, bo nazwisko takie oryginalne (jak Tofik, prawda), a ja zeznałam prawdomównie, że z Polski, okazało się, ża zakonnica również.
Plan na 2012 jest zakrojony ambitnie, nie przekonać się, jak to jest z tym afektem. I skończę tego zakichanego Ulissessa.




skomentuj (1)

2011-12-20

You want your story to remain untold

Obrzuciłam przeciągłym wzrokiem szklankę. Pusta. Wyciągnęłam szyję, mając nadzieję dojrzeć dziewczęta, ale były skutecznie zasłonięte młodzieżą szalejącą na parkiecie. Wstałam niechętnie i przecisnęłam się wężowym kroczkiem do baru.
- Caipiroskę poproszę! - usiłowałam przekrzyczeć wszechobecną muzykę i radosny gwar.
Barman pochylił się w moim kierunku.
- Papieroska? - spytał domyślnie.
- CA-IPI-ROS-KĘ! - prawie już skandowałam, czując za plecami napierający tłum.
Barman rozchylił bezradnie ręce, wymamrotałam bezradnie przekleństwo pod nosem. Zza lewego ramienia wychyliła się głowa.
- Krwawą dla tej pani - zadysponował głęboki tenor. Barman zaczął posłusznie mieszać składniki, a ja zamrugałam oczami ze zdziwienia.
- Jak to Krwawą? - zaprotestowałam mimowolnie - Miała być Caipiroska!
Tenor przyglądał mi się z bezczelnym uśmiechem.
- Istniała duża szansa, że poleje się krew, jak nie dostaniesz alkoholu... Więc pozwoliłem sobie zainterweniować. Czy my się skądś nie znamy?
Parsknęłam nietaktownie.
- Rany, ten tekst kiedyś zadziałał? Jeśli tak, to one musiały być nieletnie lub ty zdesperowany.
- Serio, jakbym cię gdzieś widział - dumał głośno tenor.
- Jest taka szansa, ostatecznie nie ma w tym mieście aż tylu barów - podjęłam próbę wrócenia do stolika, ale tenor złapał mnie za łokieć.
- A ty dokąd się wybierasz? Jakie te kobiety dziś nieuprzejme, nawet 5 minut ze mną nie porozmawiasz?
- Nie jestem tutaj sama - wyjaśniłam, sącząc drinka.
- Chłopak? - drążył tenor.
- A jakie to ma znaczenie? - przewróciłam oczami - Ten tekst też już stracił na znaczeniu?
- Dla mnie nigdy nie miał - uśmiechnął się przewrotnie tenor. - Powiedz chociaż, jak masz na imię, żebym mógł cię publicznie zawstydzić dedykacją od DJa.
- Agg...łaja.
Tenor zaprezentował minę, która miała zapewne oznaczać sekwencję 'że co?' i 'pitolisz!", ale nie wypił wystarczająco dużo lub odebrał staranne wychowanie i kulturalnie powstrzymał się przed jej werbalizacją.
- No, Agłaja - brnęłam dalej, olśniona własnym konceptem - mój dziadziuś poszedł do USC mnie zarejestrować, a że świętował narodziny wnuczki tydzień, widzisz, jak się to skończyło.
- Ale Agłaja?? - jęknął całkiem już ogłuszony tenor.
- To rumuńskie imię - uśmiechnęłam się zwycięsko, myśląc mimochodem, że przygodne znajomości barowe miały do tej pory w głębokim poważaniu czy nazywam się Zosia, Janek czy Karolina, były głównie zainteresowane skracaniem dystansu między ręką a biodrem. Moim biodrem.
- Aha - tenor przyjął do wiadomości - No cóż, ja niestety nie mogę się pochwalić tak egzotyczną fantazją u rodziny... Piotrek jestem. Tak biblijnie.
- Biblijnie to Ezaw albo Hiob - sprostowałam - Słuchaj, naprawdę muszę iść, ktoś na mnie czeka i w ogóle. Dzięki za pomoc.
- I tak cię tu znajdę! - wykrzyknął tenor złowieszczo, ale machnęłam ręką i na tyle szybko, na ile pozwalało na to wąskie przejście do następnej sali, przemieściłam się z dopitą do połowy Krwawą Mary, gdzie dostrzegłam roześmiane dziewczyny.
- Strzelczak! Gdzieś ty była? - zaintonowała przyjaźnie Stachera - Miałaś miejscówy pilnować!
Usiadłam z ciężkim westchnieniem.
- Masz pojęcie, jaki tam jest tłum? Po drina poszłam i jakiś koleś zaczął ze mną gadać.
- A ty oczywiście nie mogłaś go olać? - dopowiedziała Dorotka to, co cisnęło się na usta również innym.
- Kiedy ja go olałam! - zaprotestowałam ogniście - tylko jakoś dłużej, niż zwykle mi z tym zeszło, jakiś taki wymagający był... Musiałam mu powiedzieć, że mam na imię Agłaja.
Stachera zakrztusiła się raptowanie.
- Co wy się tak dziwicie wszyscy - stwierdziłam z niechęcią - przecież to imię jak każde inne.
- No nie wiem, czy jak każde, skoro wszyscy się dziwią - sprostowała Stachera ze swoją żelazną logiką - Bardziej mnie zastanawia, co  jest złego w twoim prawdziwym imieniu, tym, co ci tatuś wymyślił.
Popatrzyłam na nią złym wzrokiem i w odpowiedzi pociągnęłam solidnie ze szklanki.
- Przez ciebie będę tam musiała iść jeszcze raz, bo mi się zaraz skończy. Nie chciałam mówić, jak mam naprawdę na imię i już, tak wyszło.
- To może i mi weźmiesz - zagruchała Dorotka przymilnie - A potem ja pójdę.
- Już, już, która godzina? - pogrzebałam w torebce w poszukiwaniu telefonu - 23 dopiero, o północy mam się spotkać z tym kolesiem.
Dziewczyny taktownie przemilczały, że pewnie wynikną z tego problemy, ponieważ niejako mamy ze sobą kontakt w pracy, tylko przestrzennie odległy. A ja zawiesiłam wzrok na podpiwniczonym suficie i dumałam w tych dość niesprzyjających warunkach.


CDN
Zbieżność powyższego z rzeczywistością jest oczywiście przypadkowa, nie jest to również prospekcja.
A jak ktoś ma sugestie, co może nastąpić w CD, zapraszam do podzielenia się refleksją.



skomentuj (2)

2011-12-19

Go your own way

Świat jest zakichaną globalną wioską, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości. Gościłam u siebie osoby z Malezji, Chile, Brazylii, poznałam Australijczyków, Gambijczyków, rozmaitych Arabów, Hindusów, że nie wspomnę o mieszkańcach Starego Kontynentu, i ani przez chwile nie mieliśmy problemu z porozumieniem. Nie chodzi mi o werbalne możliwości, a znalezienie wspólnego kontekstu, płaszczyzny takich samych doświadczeń, preferencji czy poglądów. Zdaję sobie sprawę, że jako członkowie jednej grupy jaką jest Couch Surfing mamy pewne oczekiwania i wiemy mniej więcej, czego się spodziewać, nie mniej jednak - fascynuje mnie to za każdym razem, raduje i jednak zaskakuje, no bo jak to tak.
Teraz wpadł z zapowiedzianą jeszcze w lipcu wizytą Alwyn. Alwyn mieszka niedaleko Johannesburga, jest szefem fabryki zatrudniającej ponad 600 osób i z chęcią opowiadał o swoich doświadczeniach - na przykład o miesiącu w dżungli amazońskiej, kiedy od brzegu do brzegu jest 600 km, więc poczucie bezkresu jest wszechogarniające czy smakowanych tam lokalnych smakołykach - robakach (całkiem dobre, dużo białka, są takie śliskie i chrupiące jednocześnie). Niektórzy pewnie wiedzą, że mam silnego zajoba na punkcie RPA, dlatego czekałam na Alwyna z niecierpliwością, aby w jakiś sposób potwierdził moje wyobrażenia lub im wreszcie zaprzeczył. Tak pogodnego, pełnego ojcowskich uczuć, bezinteresownego człowieka dawno nie miałam okazji spotkać, dlatego ciągnęłam za język bez oporów. A jak jest z przemocą, bo wiesz, w Europe tyle słyszy się o rozbojach, AIDS, ale jak to dokładnie wygląda, nie wiadomo, a może to wszystko jest wyolbrzymione, by wyglądało efektownie w nagłówkach. Alwyn, postawny, wysoki mężczyzna, z uśmiechem przyznał, że padł ofiarą przemocy 16 razy. Tutaj, przyznaję, zatchnęło mnie nieco i siedziałam w fotelu z ogłupiałą miną, a on kontynuował. Raz mnie postrzelili, o tutaj weszła kula, widzisz, za uchem, i wędrowała w dół, uszkodziła płuco, musieli mi wyjąć kawałek, a wyjście jest pod pachą, no tak, szła przez korpus, trochę nie dosłyszę na lewo ucho, ale mogło być gorzej. Ach, ten kot jest taki przyjacielski, też takiego chciałbym mieć.
Alwyn jest teraz na Słowacji, potem przyjedzie do Krakowa. Mam nadzieję, że spotka tam podobnych sobie, przyjaznych ludzi, którzy docenią jego towarzystwo.
Nie mogłam powstrzymać się od myśli, ile miałam szczęścia do tej pory, bo mimo kuszenia losu na wszystkie sposoby - samotnych powrotów do domu późną porą, niekiedy powrotów w duecie z kompletnie obcymi mężczyznami, podróżowaniem stopem, kiedy kierowca nie chciał mnie wypuścić i wiózł w przeciwnym kierunku, a drugi okazał się być dilerem z towarem pod siedzeniem - odpukać, nie stało się nic, woda po tłustej gęsi. A przynajmniej 16 razy mogło.


skomentuj (0)

2011-12-12

Serenada księżycowa

Przyniosłam dziś do pracy 3 litry domowego winka w barwach narodowych i jestem niebezpiecznie blisko golnięcia z gwinta z którejś flaszki. Świat na pewno próbuje coś przekazać, zsyłając na me wątłe ramiona chujowe poniedziałki, ale z kojarzeniem faktów mam pewne problemy, więc może już starczy?
A w sobotę, kiedy siedzieliśmy sobie w knajpie, tak mi sie rzewnie zrobiło nad kieliszkiem i myśli same popłynęły do radosnego czasu,  gdy pijało się alkohol w przemiłym gronie na Królewskiej. To se ne wrati, panie Hawranek. Nie wiem, doprawdy, czemu tak bardzo chciałam być dorosła. Coraz częściej okazuje się, że kiedy rodzina krakała, że uszami wyjdzie mi samodzielność, to jednak wiedziała, co mówi. Może protoplaści nie mylili się i co do innych kwestii? Testuję tę ewentualność.



skomentuj (0)

2011-12-06

Kulfon, co z ciebie wyrośnie?

Justyna aka Święta Mikołajowa siedzi już w mieście, które nie istnieje, a ja się dziś uśmiałam, jak to wyciągnęła taka dumna bankocik, by zademonstrować, że przywiozła ze sobą lokalną walutę. Coś mnie tknęło, łapię za papier i parskam śmiechem.
- Tak, wszystko pięknie, tylko to są korony, a nie forinty!
Justynie wydłużyła się mina, próbowała przez chwilę podważyć moją opinię, ale fakty nie chciały być inne. Pocieszyłam ją, że mi się akurat przyda, jako że jadziem z Daciuk na palenie czarownic za pół roku (hint to self - zabrać miotłę z balkonu w Więckach), dokończyłyśmy winko i bardzo z siebie dumne, że jednak tyłki nam nie przyrosły do foteli, udałyśmy się na statek kołysany tej nocy bałkańskimi rytmami (według Lonely Planet jest w czołówce najlepszych knajp świata - lans lans. Czemu, to akurat inna sprawa).
A w tureckiej łaźni jeden pan, na me niewinne pytanie o ulubioną miejscówę do moczenia starych kości, wyjawił mi na jednym wdechu, że jest homofobem. Świecie, nie ogarniam cię. Z reguły.


skomentuj (0)

52 / 2012
Michal Viewegh "Wychowanie dziewcząt w Czechach"
Joanna Chmielewska "Lądowanie w Garwolinie"
Sempe, Goscinny "Nowe przygody Mikołajka. Tom 2"

do gara
Porno
Kwestia Smaku
Vegetarian Times
Fine Cooking

złota rybka
Cape Town, South Africa
+
Loft

52 / 2011
Jaroslav Hašek "Przygody dobrego wojaka Szwejka"
Noémi Szécsi "Ugrofińska wampirzyca"
Bohumil Hrabal "Obsługiwałem angielskiego króla"
Arundhati Roy "Bóg rzeczy małych"
Per Petterson "Kradnąc konie"
Louisa May Alcott "Długa i zgubna pogoń miłosna"
Lewis Nkosi "Miłosny lot"
Peter Carey "Oskar i Lucynda"
Alexander McCall Smith "44 Scotland Street"
Raymond Chandler "Farewell, My Lovely"
Marcin Świetlicki "Dwanaście"
Sue Townsend "Szczere wyznania Adriana Alberta Mole'a"
Sue Townsend „Bolesne dojrzewanie Adriana Mole’a”
Doris Lessing "Znów ta miłość"
Ernest Hemingway "Słońce też wschodzi"
Colette "Klaudyna w Paryżu”
Colette "Klaudyna w szkole”
Michal Viewegh "Sprawa niewiernej Klary"
Michal Viewegh "Powieść dla kobiet"
Michal Viewegh "Cudowne lata pod psem"
Magdalena Samozwaniec "Z pamiętnika niemłodej już mężatki"
Chimamanda Ngozi Adichie "Połówka żółtego słońca"
Anaïs Nin "Henry i June"
Jonh Irving "Regulamin tłoczni win"
Lynn Truss "Eats shoots and leaves: The Zero Tolerance Approach to Punctuation"
Mary McCarthy "Grupa"
Pierre la Mure "Prywatne życie Mony Lisy"
Hanif Kureishi "Dar Gabriela"
Matt Ridley "Czerwona królowa"

cztery litery
New Yorker
The Booker Prize
odliczam do 1001
Miasto Książek

miasto
Aaaby Zjeść
Jeż Węgierski
Budapest
Jewish Budapest